
Eliza Olczyk, Wprost: Jak pan ocenia rozmowy o powołaniu koalicji i umowę koalicyjną, która została zaprezentowana w piątek?
Waldemar Witkowski: To jest co prawda mały krok, ale w dobrą stronę. Dzięki tej umowie uda się utworzyć rząd, który ma szansę zmienić wizerunek Polski w Unii Europejskiej, a także daje nadzieję na zmiany Polkom i Polakom.
Lewicowe postulaty zostały w tej umowie zepchnięte na margines. Robert Biedroń zapowiedział, że lada moment NowaLewica złoży projekt ustawy liberalizujący aborcję, ale rozumiem, że poparcia koalicjantów nie ma?
Niestety wynik wyborów był jaki był. Lewica zdobyła mniej głosów niż się wszyscy spodziewali, Trzecia Droga zyskała dzięki temu, że wyborcy chcieli mieć gwarancję, iż wejdzie do parlamentu. Efekt jest taki, że trzeba umiejętnie godzić nasze postulaty z tym, na co nie może się zgodzić Trzecia Droga. Uważam jednak, że w sprawach światopoglądowych, szczególnie w sprawie depenalizacji ustawy aborcyjnej szybko zrobimy krok do przodu. Natomiast co do legalizacji przerywania ciąży do 12 tygodnia jej trwania, to jest trudniejsza sprawa ale liczę na to, że nawet w PiS znajdą się kobiety, które poprą takie propozycje, bo w XXI wieku to jest normalna sprawa, że kobiety decydują o własnym ciele i o tym czy chcą rodzić dzieci.
Boję się, że pan takiej progresywnej posłanki w PiS nie znajdzie.
A co, mamy być ciągle w ogonie Europy? Skoro Irlandia, która jest bardzo konserwatywnym państwem poszła do przodu, to wierzę, że i my pójdziemy. Liczę, że dla części katolików, którzy zasiadają w Sejmie, większą wartością są prawa kobiet niż zawłaszczanie takich praw przez mężczyzn. A wracając do umowy koalicyjnej - każdy taki dokument wymaga kompromisu. Pewnie gdyby lewica osiągnęła 20 proc. poparcia, a Trzecia Droga 8.2 proc. to rozmowy wyglądałyby inaczej. No ale wyborcy tak podzielili głosy, że nie wszystko udało się osiągnąć w pierwszym kroku. Każdą umowę można jednak zmienić. Wierzę, że oddziaływanie środowisk młodzieżowych i kobiecych spowoduje, iż jeszcze w tej kadencji zmienimy ustawę aborcyjną, ułatwiając życie kobietom.
Nie dość, że nie osiągnęliście spektakularnego wyniku w wyborach to jeszcze Lewica zaliczyła coś w rodzaju rozłamu jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu. Mam na myśli decyzję Razem, by nie wchodzić do rządu.
Oczekiwania partii Razem pewnie nie są do końca spełnione. Rzeczywiście partia zdecydowała, że nie oddeleguje swoich polityków na stanowiska rządowe, ale najważniejsze, że będzie wspierała nowy rząd. Na Lewicy też musimy poszukać porozumienia. Być może pewne sprawy za szybko się dzieją. Czasami warto wziąć głęboki oddech i potem podejmować decyzje. Takie nocne decyzje władz krajowych partii czasami są zbyt pochopnie podejmowane. Może zabrakło rozwagi. My w Unii Pracy mamy taki przepis statutowy, że Zarząd Krajowy trzeba zwoływać z 14-dniowym wyprzedzeniem. Zatem dajemy sobie zawsze dwa tygodnie na zastanowienie. Zwoływanie władz krajowych z dnia na dzień, a właściwie w godzinach nocnych nie wychodzi na dobre. Z drugiej strony młodość ma swoje prawa, a w partii Razem jest wielu młodych ludzi.
Lider partii Razem, Adrian Zandberg, już aż taki młody nie jest.
Znam go od ponad dwudziestu lat. Wtedy działał w Federacji Młodych Unii Pracy i zawsze był radykalny. Po wejściu polskich wojsk do Iraku chciał, żeby Unia Pracy wyszła z koalicji rządzącej. Nie zdobył uznania u większości członków kierownictwa partii ale teraz przyznaję mu rację. Z perspektywy czasu uznaję, że to był błąd starszych polityków zasiadających w Radzie Krajowej Unii Pracy.
To może i teraz Znadberg ma rację nie wchodząc do rządu koalicyjnego?
W tym momencie najważniejsze jest odsunięcie PiS od władzy.
Partia Razem proponowała dekryminalizację zabiegów przerywania ciąży i podobno jest całkowity mur w tej sprawie?
Muru nie ma. Tylko nie wiadomo jak to rozsądnie zapisać. Istnieje obawa, że zniesienie karalności przerywania ciąży może sprawić, iż zakaz wykonywania aborcji stanie się pusty. W ten sposób sprawy nie można załatwić.
Ale są kolejne postulaty partii Razem - 1 proc. PKB na publiczne budownictwo mieszkaniowe, dojście do 8 proc. PKB na służbę zdrowia. 3 proc. PKB na naukę badania i rozwój. To też podobno zostało odrzucone?
Kierunek jest słuszny tylko nie wszystko da się zrobić na raz. Staram się przekonać młodszych kolegów, że tanie budownictwo na wynajmem można uruchomić prawie bez środków publicznych. Niekoniecznie muszą takie projekty realizować spółki komunalne, w których zarobki są horrendalnie wysokie. Mogą je realizować spółdzielnie i wtedy budownictwo lokatorskie nie będzie budżetu nic kosztowało. Wystarczy, że państwo zapewni grunt i infrastrukturę. To jest kwestia rozmowy.
W takim razie może trzeba było rozmawiać przed podpisaniem umowy koalicyjnej?
Nie wykluczam, że być może trzeba się było spotkać w ramach koalicji lewicowej po to, żeby pewne rzeczy sobie wyjaśnić. Bo postulat wydawania pieniędzy na to, czy na tamto jest najłatwiejsze do postawienia. Rozumiem Partię Razem, która była przeciwna 2-procentowym kredytom i tym kredytom 0 proc., bo uważa, że państwo dopłaca instytucjom finansowym. Może trzeba było więcej dyskusji, a mniej pary w gwizdek. Na marginesie wszyscy chcemy, żeby młodzi byli w Sejmie i Senacie ale trzeba uczciwie powiedzieć, że młodzi ludzie, jeżeli nigdzie nie pracowali tylko pozostawali na utrzymaniu rodziców i nagle zostają osobami decydującymi o innych, to pojawia się pewien problem.
Czy jest zadowolony z ustaleń personalnych koalicji, wedle których Włodzimierz Czarzasty będzie marszałkiem Sejmu za dwa lata, a Krzysztof Gawkowski zostanie wicepremierem i prawdopodobnie ministrem cyfryzacji?
Skoro Czarzastemu bardziej zależało na funkcji marszałka niż rządowej to trudno go zmuszać do wejścia do rządu.
Słyszałam, że był namawiany, żeby wejść do rządu.
Ale nie chciał. I nawet mogę go zrozumieć. Pamiętam Marka Pola, który był szefem Unii Pracy i wicepremierem oraz ministrem infrastruktury. Tak był zajęty sprawami rządowymi, że partia mu się rozlazła i Tomasz Nałęcz, wówczas wicemarszałek Sejmu oraz Izabela Jaruga -Nowacka, wicepremier bez teki ministerialnej ją rozebrali. Nałęcz wyrwał kawałek UP do nowej partii, Socjaldemokracji Polskiej, a Iza Jaruga-Nowacka założyła sobie inną partię, bo Unia Pracy zaczęła kontestować jej działania. Zatem jeżeli Czarzasty chce ochronić Nową Lewicę i utrzymać jej pozycję na scenie politycznej, to gdyby poszedł do rządu byłoby mu trudno. Tym bardziej, że nadchodzące wybory samorządowe mogą się okazać niebezpieczne dla lewicy, bo przy obecnym poparciu i mniejszych okręgach wyborczych możemy stracić radnych. Nie wykluczam, że to pragmatyzm przesądził, iż Czarzasty nie chciał pójść do rządu. A Krzysztof Gawkowski, który ma już doświadczenie parlamentarne może się sprawdzić w rządzie, na stanowisku wicepremiera i ministra cyfryzacji. Dodam, że w obszarze cyfryzacji pewne rzeczy trzeba poprawić, żeby to wszystko dobrze działało. Jestem praktykiem gospodarczym i chętnie podpowiem Gawkowskiemu, co nie do końca dobrze działa.
Czyli to, co lewica uzyskała, to jest dobra oferta?
Trzeba mierzyć siły na zamiary. Może oczekiwania były inne ale zdobyliśmy 8.6 proc. głosów, mamy 26 posłów i to co otrzymaliśmy jest pochodną tego wyniku wyborczego. W Senacie wypadliśmy trochę lepiej niż w poprzednich wyborach, bo mamy 9 mandatów, ale władza jest w Sejmie.
A czy to będzie jakiś problem, że w jednym klubie zasiądą politycy partii Razem, która nie należy do koalicji rządzącej i tacy, którzy do koalicji rządzącej należą, zatem będą zobowiązani do głosowania zgodnie z dyscypliną, za projektami rządowymi?
W poprzedniej kadencji Sejmu Partia Razem będąc w klubie Lewicy też stała trochę z boku. Przykładowo nie chciała przystąpić do Partii Europejskich Socjalistów, uważając, że jest za bardzo liberalna. Ale mimo to udało się zachować jedność podczas większości głosowań. Zresztą uważam, że posłów za bardzo nie można przymuszać do podejmowania decyzji wbrew sobie. Każdy ma swój rozum.